News

“Nikt nie wie, jak to się stało. Arek nic nie pamięta z samego wypadku”

Jak pisaliśmy wczoraj – Arkadiusz Lindner, podczas poniedziałkowego etapu na trasie z Alashan do Jiayuguan, został znaleziony nieprzytomny przy swoim quadzie. Zawodnika Łódzkiego Klubu Offroadowego zabrano śmigłowcem medycznym do szpitala, gdzie przeszedł szczegółowe badania lekarskie.

Polski Mistrz Europy w rajdach Baja, podczas pokonywania dziewiątego i zarazem przedostatniego odcinka specjalnego rajdu Silk Way Rally uległ wypadkowi i został przetransportowany śmigłowcem. Osobą, która pierwsza dotarła do Arka, udzieliła mu pierwszej pomocy i wezwała ratowników był Rafał Sonik.

Według informacji uzyskanych od Rafała, który jechał z tyłu, zdarzenie miało miejsce na 104. kilometrze odcinka specjalnego. Arek zniknął za jedną z piaszczystych wydm. Po przyjeździe w to miejsce Sonik zobaczył stojącego w przeciwnym do kierunku jazdy quada i leżącego obok nieprzytomnego Lindnera. Natychmiast zgłosił wypadek organizatorowi i zaopiekował się poszkodowanym kolegą do czasu przybycia służb ratunkowych.

Po przetransportowaniu śmigłowcem do szpitala Arkadiusz Lindner przeszedł badania, z których wynikło, że ma złamaną kość miednicy, naderwany mięsień u nogi i kilka stłuczeń. Jego stan nie pozwalał na powrót do bazy rajdu, dlatego został przetransportowany do innego szpitala na obserwację, skąd wróci najszybciej jak to możliwe do Polski.

– Nikt nie wie, jak to się stało. Arek nic nie pamięta z samego wypadku. Na ubraniu i kasku nie ma żadnych śladów, które mogłyby wskazać, co było przyczyną zdarzenia. Rafał Sonik jechał za nim, ale też nic nie widział. Quad stał odwrócony tyłem do kierunku jazdy, a Arek leżał obok. Nie było nawet śladów rolowania quada. Był to jego pierwszy wypadek w całej karierze. Miewał sytuacje, w których quad leciał na niego, ale zawsze umiejętnie z niego uciekał. Teraz najważniejsze jest dla nas, by szybko wrócić do Polski. Tam czekają na nas lekarze, którzy ponownie zbadają Arka i ocenią jego szanse na start w Atacama Rally – powiedziała Gabriela Lindner, żona i manager polskiego reprezentanta.  

Arkadiusz Lindner wraz z całym swoim zespołem dziękuje wszystkim za niezliczone słowa otuchy.  Życzenia przesyłane za pośrednictwem mediów społecznościowych, prywatnych wiadomości, smsów i telefonów są dla niego niezwykle ważne i motywujące.  Już teraz Arek obiecuje, że powróci silniejszy.

Napisz komentarz