
Przeczytajcie jak swoje występy komentują polscy zawodnicy, którzy startują w Rajdzie Dakar 2013.
O tym, że walka o dobre miejsca jest trudniejsza, kiedy startuje się z grupą słabszych zawodników przekonał się Rafał Sonik: – „Wyprzedziłem ośmiu quadowców i chyba 20 motocyklistów. Jazda w tumanach pyłu kosztowała mnie jednak sporo sił. Na szczęście wynik jest dobry. Piąte miejsce pozwala wierzyć, że jutro będzie się jechać znacznie przyjemniej.” – powiedział Rafał.
Rafał ma tuż za sobą kolejnego zawodnika, z którym musi się liczyć na trasie. -”Będę musiał do końca jechać, czując na plecach oddech, ścigającego mnie rywala. Może będzie to motywujące – przyznał Sonik, który dysponuje trochę słabszym quadem, niż konkurenci. – Sebastian Husseini mówił mi, że jego Honda może jechać nawet 125 km/h. Moja prędkość w najlepszym wypadku sięga 110 km/h. Jak powiedział mi jeden z dakarowych wyjadaczy, nie mogąc utrzymać dobrego tempa na prostych, nie mam szans na wygranie etapu. Nawet idealną jazdą po wydmach nie nadrobię takiej straty czasu.”

Ciężarówki nie miały również łatwej przeprawy. – To była bardzo trudna technicznie trasa. Wysokie podjazdy pod wydmy, gdzie można się było łatwo zakopać – nie wiem czy nie najwyższe w tym Dakarze. Trzeba było jechać bardzo technicznie. Myślę, że wiele zespołów będzie miało problem z dokończeniem i stawka znów się przerzedzi.” – opowiadał Jarek Kazberuk z R-Six Team
Zadowolony z wyniku jest Adam Małysz. –” Na początek mieliśmy trudną, 400-kilometrową dojazdówkę przez bardzo wysokie góry.” – mówi Adam Małysz. – „Przekroczyliśmy wysokość 4700 metrów, a na start do oesu zjechaliśmy na 2600 metrów. Nie zaczęliśmy odcinka najlepiej, bo w kurzu za innymi samochodami pojechaliśmy prosto. Zjechaliśmy do wąwozu i musieliśmy wracać na trasę. W tym momencie minął nas Australijczyk w Toyocie i dwa Mini. Oni również znaleźli się w wąwozie, ale pojechali dołem. My podjechaliśmy na górę i wtedy rywale wyprzedzili nas o parę minut. Na pierwszym waypoincie zajmowaliśmy 30. miejsce. Dojechaliśmy do wydm. Pierwsze wydmy pokonaliśmy na wysokim ciśnieniu w kołach. Przed drugim pasem wydm, na 194. kilometrze już zmniejszyliśmy ciśnienie, bo nie było żartów. Przejechaliśmy bez zakopania samochodu i jestem super zadowolony – dodaje Małysz.

Również motocykliści nie zeznają, żeby 12. etap był dla nich zbyt pobłażliwy: – „To był ciężki etap, ale jestem zadowolony z mojej jazdy. Na trasie było dużo camel grassu – twardych traw, na których łatwo można się wywrócić. Dogoniłem Oliviera Paina, moje tempo było więc dobre. Do tego na mecie czekała na mnie fantastyczne powitanie kibiców, to naprawdę poprawiło mi samopoczucie po wczorajszym mniej udanym etapie.” – komentował Kuba Przygoński.
-”Odcinek był wyjątkowo wymagający, myślę że może być selektywny dla samochodów. Pojechałem dobrze, trzymałem swoją pozycję i nie popełniłem większych błędów. Wydmy były bardzo wysokie, to w zasadzie piaszczyste góry, bardzo istotne było wybranie właściwej drogi, wówczas można było dużo zyskać.” – mówił Jacek Czachor.
-”Etap był typowy dla Copiapo. Trochę po wymagających wydmach, trochę po ciężkich kamieniach. Tu jest jednak niesamowita atmosfera ludzie są wszędzie i pomagają na każdym kroku. O tym jak są życzliwi kibice w Argentynie przekonałem się wczoraj, gdy wpadłem do rzeki. Dzisiaj szkoda trochę, że tych kibiców zabrakło na OSie, w miejscu, gdzie problemy miał Łukasz Łaskawiec. Skończyła mu się tylna zębatka w grząskim piachu. Dopiero za około dziesięć kilometrów dojechałem do grupy kibiców na quadach i poprosiłem żeby zorganizowali pomoc. Mam nadzieję, że się udało – powiedział Marek Dąbrowski.
Łukaszowi Łaskawcowi prawdziwy pech przyniósł awarię, która bardzo namieszała w generalce. -” Dzisiejszy etap był dla mnie bardzo pechowy. Na początku jechało mi się świetnie, trzymałem dobre, szybkie tempo, które dawało mi pierwszą lokatę na punktach kontroli czasu. Między 6 i 7 waypointem, czyli w końcowej partii odcinka musiałem się jednak zatrzymać. Okazało się, że starła się zupełnie nowa, założona wczoraj zębatka i silnik nie mógł przenieść napędu na tylne koła. Nie miałem ze sobą tej części i musiałem czekać na jej dostarczenie przez ekipę Grzegorza Barana, który startuje ciężarówką i któremu chciałbym za pomoc bardzo podziękować. Po naprawie odpaliłem quada i dojechałem do mety. Czuję ogromną, sportową złość – na dwa dni przed zakończeniem rajdu przydarzyła się awaria, która praktycznie wykluczyła mnie z walki o podium w generalce. Nie zamierzam się jednak poddawać. Jutro wstanę, wsiądę na quada i będę walczył tak, jakby dzisiejsze wypadki nie miały miejsca.” – zapowiada Łoker.